Walka o oceny

Zakończenie roku szkolnego wiąże się z wystawieniem ocen z poszczególnych przedmiotów. O ile nie jest to świadectwo kończące szkołę, to jeszcze jakoś jest spokojnie. Jednak gdy w grę wchodzi zmiana szkoły, to rodzice potrafią naciskać i grozić nauczycielom, by ich dzieci miały jak najlepsze oceny. Od tego przecież może zależeć dostanie się do wymarzonej szkoły.

Rodzice często walczą o oceny na świadectwie zapominając, że są one wynikiem pracy całorocznej ucznia. Tymczasem rodzice potrafią przyjść osobiście do nauczyciela i stosować różne formy nacisku, począwszy od drobnego przekupowania a skończywszy na grożeniu kuratorem. A w poprzednim roku szkolnym, który cechował strajk nauczycieli w maju, wystawianie ocen odbywało się trochę „na wariata”. Frustracja uczniów i rodziców może być zrozumiała, jednak trzeba także zrozumieć nauczycieli. Mają prawo do strajku i z niego skorzystali. Ponieważ dzieciakom zabrakło czasu na poprawianie ocen na bieżąco, to czerwiec upłynął pod znakiem wytężonego zaliczania i poprawiania ocen. Zwłaszcza u tych, u których bardzo ważna była średnia ocen. Dosyć kuriozalna sytuacja miała miejsce w jednym z warszawskich liceów, w którym ponad połowa uczniów była zagrożona pozostaniem na drugi rok w pierwszej klasie. Nauczyciel początkowo nie chciał zgodzić się na poprawianie ocen, jednak za namową uczniów zorganizował dodatkową klasówkę. Niestety, i na tym sprawdzianie wiedzy połowa uczniów poległa. Sytuacja była dość poważna, albowiem groziło to potrójnym rocznikiem w liceum, które i tak jest już przeładowane pod względem liczby uczniów w stosunku do miejsc w szkole. Dopiero analiza sytuacji zmusiła go do zorganizowania w sierpniu sprawdziany z całego rok.

Niemal każda szkoła przeżywała podobne sytuacje. Uczniowie hurtowo chcieli poprawiać oceny. Zdaniem dyrektorów o wyższe oceny starało się więcej osób niż kilka lat temu. Jeden z nauczycieli z Krakowa przyznał, że uczniowie poprawiali nawet trójki, bo nie chcieli mieć oceny dostatecznej na świadectwie. Nauczyciele przyznają, że uczniom kończącym szkołę szli na rękę i podwyższali oceny nawet za samą frekwencję. Mogło to zdziwić kilku rodziców, albowiem w Librusie pojawiały się o wiele wyższe oceny, niż wynikało to ze średniej ocen dziecka.

Jest jednak grupa rodziców, którzy aktywnie włączają się w walkę o oceny dziecka. I tą grupę można podzielić na podgrupy. Jedna z nich to rodzice, którzy piszą za dzieci wypracowania, wypełniają ćwiczenia czy malują za dzieci. Dzieciaki z plastyki często muszą zostawać po godzinach, żeby dokończyć pracę. Lepiej, aby zostali, bo w innym przypadku pracę zrobi rodzic. Drugą podgrupą są rodzice, którzy wszystko kwestionują – od systemu wystawiania ocen, po sposób oceny pracy klasowej. Pojawiają się groźby kuratorem czy dyrekcją. Próbują pisać listy przekonujące, ze dzieciak się stara, a nauczyciel nie daje mu szansy. Niestety, taka strategia często okazuje się skuteczna, lecz dziecko zapytane czy zasłużyło na wyższą ocenę, często odpowiada, że nie.